Recenzja wibrującego dildo z przyssawką Lovense Mission 2
To jeden z najlepszych gadżetów jakie miałam okazję testować! 😍 Jestem pod wielkim wrażeniem mnogości funkcji, które ten produkt oferuje swoim użytkownikom - od regulacji kąta nachylenia dildo po bardzo zaawansowane możliwości zabawy nim z wykorzystaniem aplikacji mobilnej 😀 Chapeau bas dla osób zaangażowanych w proces tworzenia tego cuda, bo choć nie powala wyszukanym designem, myślę, że niełatwo znaleźć gadżet, który mógłby się z nim mierzyć. Skąd takie stwierdzenie? Czytajcie dalej.
Zachowawczy minimalizm, czyli słów kilka na temat opakowania
Jeśli chodzi o opakowanie Lovense Mission 2, szału nie ma. Otrzymujemy zafoliowany, dobrej jakości karton - matowy, w głównej mierze biały, z nadrukowanym w centralnej części z przodu zdjęciem kryjącego się wewnątrz produktu i dość subtelnymi falującymi liniami poniżej mającymi za pewne symbolizować wibracje i wnosić odrobinę kolorowego „szaleństwa” do stonowanej szaty graficznej pudełka. Na frontowej ściance znajdziemy jeszcze kółeczko z wyrażoną słownie oraz przy pomocy prostych (pod kątem graficznym, niekoniecznie interpretacyjnym; czytaj: gdyby nie napis chyba by nie było wiadomo o co chodzi) symboli informacją nt. funkcji touch sensitive i kod QR. Ten ostatni akurat zasługuje na komplement, bowiem jego zeskanowanie skutkuje przeniesieniem nas do strony, gdzie można obejrzeć krótki filmik przedstawiający w przystępnej formie (wskazana znajomość języka angielskiego) możliwe zastosowania gadżetu. Moim małym marzeniem jest, by inni producenci zabawek dla dorosłych wzięli w tym względzie przykład z Lovense i też zaczęli umieszczać takie kody na opakowaniach swoich produktów 🙏 Skanujesz, oglądasz i już lepiej wiesz z czym masz do czynienia (wg mnie forma krótkiego filmu jest i łatwiej przyswajalna, i bardziej atrakcyjna niż wypunktowanie kluczowych cech np. z tyłu pudełka), a co za tym idzie łatwiej jest podjąć Ci decyzję zakupową 🛒👍
Na odwrocie dość standardowo: krótka charakterystyka produktu w kilku językach, szczegóły zawartości opakowania (kabel ładowania, instrukcja etc.), QR kod do pobrania aplikacji i pięć symboli opatrzonych podpisami – jest mowa o rocznej gwarancji, wodoodporności, bezpieczeństwie użytych materiałów i - co trzeba przyznać już nieco mniej standardowe - możliwości używania bez pomocy rąk (temat do dyskusji: czy jest to gadżet odpowiedni dla osób z niepełnosprawnością?) i ekskluzywnych grach (taaak, dobrze przeczytaliście – grach, ale o tym więcej później 😉 ).
Wewnątrz pudełka znajduje się pianka wycięta pod kształty poszczególnych elementów, tj.: d!ldo, przyssawki, plastikowo-metalowego elementu umożlwiającego połączenie jednego z drugim, zwiniętego kabla. Jest też papierowa instrukcja w większości w języku angielskim. Jest w niej dużo obrazków, więc obejdzie się nawet bez jego znajomości. Ostrzeżenie o tym, że nie należy korzystać z urządzenia w trakcie ładowania itp. jest natomiast dostępne także w naszym rodzimym języku, co wynika z obowiązujących wymogów.
Miało być kilka słów, a wyszło całkiem sporo 🙆♀️, więc nie przedłużając zbytnio części recenzji poświęconej kwestii opakowania, pozwolę sobie podsumować: opakowaniu Mission 2 daleko do bycia tandetnym, ale i nie pretenduje ono do tego, by wyróżnić się wśród innych opakowań na sklepowej półce, zawierających niejednokrotnie przecież znacznie mniej godne uwagi gadżety 💁♀️
Wizualia i inne takie takie
Co tu kryć, wizualnie Lovense Mission 2 nie rzuca na kolana. Szkoda, że nie jest dostępny w innych wersjach kolorystycznych 😕 Kto nie przepada za czerwienią będzie niepocieszony (i, nie oszukujmy się, prawdopodobnie nie kupi). Wystarczyłby jeden, dwa inne kolory do wyboru i już by było znacznie ciekawiej.
W dotyku to dildo jest dokładnie takie jak większość silikonowych gadżetów. Być może jest to silikon lepszej jakości… W każdym razie ja nie potrafię tego wyczuć 🤷♀️ W materiałach promocyjnych jest zawarta informacja o miękkiej końcówce, ale nie przesadzajmy. Gdyby nie fakt, że o tym przeczytałam, to bym nie zwróciła uwagi. Zabawka ma falliczny kształt, z wyodrębnioną główką, by lepiej imitować wrażenie penetracji członkiem. Może być używana jak zwykłe dildo; przyssawka jest odczepialna.
Wyobraźcie sobie jakie chwile grozy przeżyliśmy, gdy podczas pierwszego testu tego produktu wraz z Kinkodemem doszło do fatalnej pomyłki i użycia lubrykantu silikonowego zamiast wodnego (LU [nazwa lubrykantu, którego obecnie używam najczęściej] wodny i silikonowy mają takie same opakowania różniące się jedynie subtelną naklejką na spodzie buteleczki)! 🤦♀️ Na szczęście dzięki użyciu stosunkowo niewielkiej jego ilości, w dodatku niebezpośrednio na gadżet, nie doszło do uszkodzenia dilda, ale odtąd sprawdzam dwa razy czy to aby na pewno LU wodny, zanim zacznę zabawę. Wiadomo, lepiej nie kusić losu 😌
Zwykle jakoś nazywam każdy mój gadżet i w pierwszej chwili chciałam „ochrzcić” ten jako Protezę (moje pierwsze skojarzenie; proszę nie oceniajcie mnie źle 🙈), ale na szczęście Kinkodem szybko zdołał mnie odwieść od tego pomysłu, skutkiem czego po dziś dzień Lovense Mission 2 pozostał bezimienny, jeśli nic mi nie umknęło 🤔 Nieszczególnie satysfakcjonującą mnie stronę wizualną jestem w stanie wybaczyć, bo dildo nadrabia funkcjonalnością. I to jak nadrabia! 😀
Problem rozwiązany! – regulacja kąta nachylenia + wodoodporność = duet idealny
Lovense Mission 2 to gadżet w pełni wodoodporny (IPX7) – zawsze zwarty i gotowy, by dołączyć do Ciebie/Was podczas kąpieli w wannie, prywatnym basenie (bo w publicznym przecież legalnie nie można) czy pod prysznicem 💦 💦 💦
Nie jest to, ogólnie rzecz biorąc, moje pierwsze dildo z przyssawką, zarazem jednak bez wątpliwości pierwszy tego typu gadżet, z którym mogłam zrobić to, o czym zawsze marzyłam i wreszcie było dokładnie tak, jak chciałam. O co takiego może chodzić?
Uwaga, teraz będzie przepis na to jak sobie zorganizować miło czas 🤭😉 Krok 1. Przyczepiasz Lovense Mission 2 do wykafelkowanej ściany łazienki, tej która bezpośrednio łączy się z prysznicem. Istotne będzie tutaj, żeby przyczepić go na odpowiedniej wysokości. Nie udawajcie, że nie wiecie do czego zmierzam 😏 Krok 2. Wchodzisz do prysznica. Krok 3. Odkręcasz wodę o temperaturze takiej jaka najbardziej Ci odpowiada. Ma być przyjemnie! 🤗 (W wariancie dla ekofreaków/morsów wstrzymujesz się z odkręceniem do momentu aż nie zostaną ukończone czynności opisane w kolejnym kroku 😉). Krok 4. Przypasowujesz, regulujesz kąt nachylenia swojego Mission 2, po czym uruchamiasz gadżet by wibrował albo i nie (do wyboru💁♀️). Krok 5. Cieszysz się rozkoszną penetracją waginalną pod prysznicem, w Twoim tempie 😁😎
Proste? Banalne wręcz, ale pomyśleć, że nie byłoby możliwe gdyby nie regulacja kąta nachylenia przyssanego do ściany dilda (i wiem co piszę, bo już się na to nie raz nadziałam – bez skojarzeń 😝).
Co się jeszcze tyczy regulacji kąta nachylenia, odkryłam, że niektóre materiały promocyjne mogą wprowadzać w błąd - chodzi mi o te deklarujące, że regulacja jest możliwa w zakresie 180 stopni. W rzeczywistości jest to 160 stopni. Więcej by się nie dało – przy 180 gadżet musiałby stykać się z podłożem, a wtedy nigdzie by się go nie dało włożyć.
Nie tylko penetracja – jako masażer łechtaczki też jest boski
Mój pierwszy orgazm przy użyciu tego produktu wcale nie nastąpił na drodze penetracji (żeby móc to osiągnąć potrzebowałabym raczej dodatkowej stymulacji łechtaczki) tylko… poprzez ślizganie się jego wibrującą końcówką między wargami sromowymi. Przyjemne, podniecające, polecam serdecznie hahah 👌😄
Funkcja touch sensitive
Teraz będzie o funkcji, z której producent jest na tyle dumny, że zdecydował o umieszczeniu informacji o niej na przedniej ściance opakowania. Na czym polega touch sensitive? Oprócz różnych trybów wibracji, których jest całkiem sporo, a w aplikacji to już w ogóle kosmos co można wyrabiać, istnieje możliwość przełączenia Mission 2 w tryb, który polega na uruchamianiu wibracji dopiero po zanurzeniu dilda w pochwie. Im głębiej je umieszczamy, tym mocniejsze stają się wibracje 💪 Z mojego punktu widzenia zaletą tego rozwiązania jest przede wszystkim ograniczenie hałasu 😅 (choć przyznać trzeba, że głośność pracy Mission 2 jest ogólnie w porządku 👍), większej różnicy w stosunku do tego jakby dildo wibrowało permanentnie ze stałą intensywnością nie odczułam 🤷♀️ Z tego co widziałam w aplikacji wynika, że są możliwości regulowania jaka część gadżetu ma zostać wsunięta nim zacznie on wibrować. Domyślnie wibracje włączają się dopiero za główką. Muszę więcej pokombinować w ustawieniach, wtedy być może przestanę postrzegać tę funkcję wyłącznie jako ciekawostkę.
Niezliczone możliwości, które daje obsługa przez aplikację
Tym sposobem płynnie przechodzimy do tak szerokiego spektrum możliwości jakie daje sterowanie Lovense Mission 2 przy pomocy aplikacji, że wręcz przekraczającego wszelkie wyobrażenie 😮
Praktycznie każdy aspekt związany z pracą gadżetu można dopasować do indywidualnych preferencji. Silne wibracje są dla Ciebie przestymulowujące, sprawiają ból? Nie ma problemu! Wystarczy, że przesuniesz odpowiedni suwaczek w apce, a Twój gadżet nie będzie wchodził na poziomy intensywności wibracji, które nie byłyby dla Ciebie przyjemne, póki tego nie zmienisz. Masz ochotę pobawić się do ulubionej piosenki? Lovense Mission 2 chętnie z Tobą „zatańczy” 💃🕺, wibrując w jej rytm. Co więcej, możemy tworzyć spersonalizowane sekwencje wibracyjne, udostępniać je innym użytkownikom i testować sekwencje ich autorstwa.
Osoby szczególnie zainteresowane technologicznymi nowinkami będą wniebowzięte. Podejrzewam, że ci, którzy niezbyt swobodnie czują się w obsłudze smartfona niestety nie będą w stanie w pełni docenić wachlarza możliwości jakie rozpościera przed użytkownikiem aplikacja Lovense. Dla tych, którzy są sceptycznie nastawieni wobec sterowania apką mam też jednak dobrą wiadomość – wcale nie trzeba tego robić, a sterowanie manualne wibracjami w tym gadżecie nie przysporzy raczej większych trudności. Operuje się dwoma przyciskami. Drobne komplikacje mogą wystąpić przy próbie włączenia trybu touch sensitive, ale na pewno dacie radę to ogarnąć 😉
Przyznaję, że sama do tej pory nie korzystałam zbyt chętnie z funkcji sterowania gadżetów aplikacją 😶 Jeśli już, to prosiłam partnera, by on przejął kontrolę nad zabawką, żebym ja mogła bardziej skoncentrować się na przyjemności płynącej z doznań zapewnianych przez wibrujące cacuszka.
Fakt, że w mojej kolekcji pojawił się Lovense Mission 2 traktuję jako zachętę do otworzenia się bardziej na zabawę solo z użyciem aplikacji (skoro mam na tyle podzielności uwagi, żeby się masturbować przy oglądaniu filmu xxx to chyba z tym też powinnam jakoś sobie poradzić, prawda? 😅 to nie do końca to samo, bo w filmie się nic nie klika, ale mam nadzieję, że nie tylko podołam, ale też nauczę się czerpać z tego frajdę).
Warto nadmienić, że są jeszcze gry 🎮 😉 (jedna nawet dedykowana typowo do tego gadżetu, przy czym niektóre inne też działają – sprawdzałam). Dla mnie trochę abstrakcja, bo nie wyobrażam sobie odczuwać przyjemności ze stymulacji, próbując jednocześnie osiągać dobre wyniki w grze, ale pewnie są osoby, dla których nie będzie to stanowiło kłopotu. Niewykluczone, że ci z Was, którzy potrzebują dużej ilości bodźców, lubią taki stan, są do niego przyzwyczajeni, poczują się jak ryba w wodzie, grając w gry przy użyciu Mission 2.
Ukłon w stronę związków na odległość i nie tylko
Ze sterowaniem aplikacją wiąże się jeszcze inna bardzo ważna moim zdaniem funkcja, mianowicie synchronizacji dwóch lub więcej gadżetów erotycznych marki Lovense. Mission 2 współpracuje przede wszystkim z masturbatorem Solace Pro (można uprawiać seks z partnerem, mimo dzielących Was setek czy nawet tysięcy kilometrów ❗; wystarczy żebyście mieli połączenie z internetem, byli w posiadaniu kompatybilnych z sobą gadżetów no i telefonów z pobraną aplikacją), ale też np. stymulatorem sutków o wdzięcznej nazwie Gemini. Jeżeli chodzi o związek Mission 2 z Solace Pro, to na możliwości doświadczenia tak realistycznej jak tylko się da penetracji w rytmie znanym z rzeczywistych zbliżeń z partnerem 🔥, się nie kończy. O nie! Można sprawić osobie z penisem przyjemność, dotykając dildo w taki sposób jak chcielibyśmy dotykać jego członka. I on to poczuje! 😀 O ile oczywiście będzie miał zasoby wskazane wyżej. Można nawet w ten sposób stymulować oralnie 🍭 Nie widzi mi się lizanie dildo 😄😅, ale jakby ktoś miał ochotę to warto mieć świadomość, że jest zielone światło od producenta ✅ - to bezpieczne i wymieniane na oficjalnej stronie Lovense jako jako jedno z możliwych zastosowań w przeciwieństwie do zabaw analnych (marka sama przestrzega, że nie jest to produkt odpowiedni do tego rodzaju stymulacji ❌, więc lepiej nie ryzykować zrobieniem sobie lub komuś krzywdy).
Dla osób singielskich lub w otwartych związkach też się coś znajdzie, można bowiem skorzystać z opcji niezobowiązującego seksu z osobą, której nie znamy, ale która ma kompatybilny z naszym gadżet i cyk – można się bawić! ✨
To wcale nie koniec!
Jak sami widzicie możliwości jest naprawdę dużo 😀 Lovense Mission 2 jest wart swojej ceny i polecenia. Dla kogo bym rekomendowała ten gadżet? Głównie dla osób z pochwą, które lubią stymulację wewnętrzną. Tak jak napisałam wcześniej, zewnętrzna stymulacja nim też może przynieść dużo przyjemności, ale jeśli komuś zależy wyłącznie na takiej, to lepiej jednak sięgnąć po inny, typowo do tego adresowany produkt.
Na koniec drobna uwaga – mam świadomość, że nie odkryłam jeszcze pełni potencjału tego wspaniałego wibrującego dildo. Na ten moment najbardziej doceniam w nim opcję regulacji kąta nachylenia i już nie mogę doczekać się kolejnej zabawy pod prysznicem 😀 Fantazjuję sobie o tym jakby to było gdyby Mission 2 był dildo-króliczkiem. Wtedy nie musiałabym się martwić o zapewnianie dodatkowej stymulacji łechtaczki podczas penetracji 💁♀️ Recenzja wyszła ponadprzeciętnie długa 🙉, ale może to i dobrze, bo odzwierciedla, że Mission 2 jest gadżetem, którym można się cieszyć i odkrywać na nowo przez dłuższy czas 😇
Liczę, że dowiedzieliście się z tego tekstu wystarczająco dużo, by wiedzieć już jaka jest Wasza odpowiedź na pytanie: czy to produkt odpowiedni dla mnie? Niezależnie od tego jaka jest to odpowiedź życzę Wam
samych rozkoszy 😊,
hotasshell_pl